Fetysz kolejkowy
Opublikowano 16 lipca 2026 09:25
Jeszcze nigdy w polskiej służbie zdrowia nie było tylu lekarzy co dzisiaj i nigdy ta służba nie miała tak dobrego wyposażenia. I nigdy nie było takich kolejek.
Pewna część problemu kolejkowego wynika ze zmian w organizacji służby zdrowia, a ściślej z uwarunkowanej jakąś idiotyczną decyzją deprecjacji interny, czyli stopnia pośredniego między lekarzem rodzinnym a specjalistą narządowym. Na to nałożyła się sytuacja demograficzna, w której wyniku pojawiło się bardzo wielu starszych ludzi. Starszy człowiek (nawet dość wydolny fizycznie, jak piszący te słowa) ma wiele różnych zwykle drobnych problemów zdrowotnych. Kiedyś to wszystko załatwiał jednocześnie jeden lekarz: internista. A dzisiaj zrobiliśmy wielki postęp: nadciśnienie załatwia specjalista od nadciśnienia, stan przedcukrzycowy i umiarkowana cukrzyca – diabetolog, nieco zwiększona kreatynina – nefrolog, gammapatia monoklonalna – hematolog, żylaki – flebolog, zaparcia – gastrolog itd. itd. Jeden człowiek w normie dla wieku wymaga wizyt u kilku a czasem kilkunastu specjalistów. A do tego dochodzą ci, którzy nie są w normie dla wieku i którzy rzeczywiście wymagają pomocy specjalisty narządowego. Dwadzieścia lat temu było w Polsce 200 hematologów i część z nich pracowała bardziej jako interniści. Dzisiaj jest ponad 600 i są niewydolni zajmując się wyłącznie osobami skierowanymi do hematologa.
Wszyscy teraz mają się ustawić w jednej kolejce, która ma zapewnić sprawiedliwość. I zanim dotrą do właściwego specjalisty nikt nie oceni, czy oni w ogóle mogą czekać. A choroby są różne: jedne nie stwarzają istotnych problemów przez lata, a inne wymagają pomocy natychmiast i nawet ludzie z tą samą chorobą są różni, gdyż u jednej osoby objawy pojawiają się wcześnie, a innych późno. I dla części ta sprawiedliwość kolejkowa będzie zabójcza.
Oprócz innych nierówności pacjenci są nierówni wobec choroby.
Tematy
Wiesław W. Jędrzejczak





