Salonik VIP
Opublikowano 18 czerwca 2026 20:09
Pozornie krzyk przeciwko tzw. „salonikom VIP” w zakładach leczniczych to krzyk w obronie sprawiedliwości społecznej. Pozornie. Dlaczego wszyscy mają stać w tej samej kolejce skoro w bardzo różny sposób składają się na koszty jej obsługi? I sprawiedliwości tu nie ma żadnej nawet takiej, aby było jednakowe (w sensie procentowym, a nie bezwzględnym) obciążenie składką.
Na początek wyrzucam z rozważań względy medyczne. Jest oczywiste, że chory z podejrzeniem ostrej białaczki nie może tak samo czekać, jak chory z przeziębieniem.
Różne grupy społeczne wywalczyły sobie (lub załatwiły przy zielonym stoliku) przywileje składkowe przerzucając składkę na innych, ale teraz są „równe” w dostępie.
Albo odwrotnie: nie załatwiły i też są równe. Przykładowo, niżej podpisany ciężko pracując płaci trzy różne składki zdrowotne: od emerytury (mam 79 lat), od umowy o pracę i od działalności gospodarczej. Ale mam siedzieć w takiej samej kolejce, jak ci moi równolatkowie, dla których pójście do lekarza jest główną atrakcją towarzyską danego dnia, gdyż już zakończyli wszelką aktywność zawodową. Co więcej, jeśli ja czekam to na mnie czekają. W okresie, który bezczynnie spędzam w kolejce mógłbym innym skrócić czas czekania do mnie.
Moja sytuacja nie jest może częsta, ale prowadzi do pytania, dlaczego prezes dużej firmy, którego każda godzina pracy wiąże się z zarządzaniem milionami złotych ma czekać w tej samej kolejce co osoba, która tego samego dnia nie ma nic innego do roboty? Bezproduktywne czekanie prezesa może firmę kosztować miliony strat. I nas wszystkich ze względu na utratę podatku od tych ewentualnych zysków.
Przy pewnej bezwzględnej wielkości opłacanej składki ubezpieczeni powinni moim zdaniem otrzymywać „złotą kartę”, która w interesie nas wszystkich umożliwiałaby przyspieszony dostęp ambulatoryjny i rozwiązanie (zwykle niewielkich) problemów zdrowotnych takich ludzi.
Tematy
Wiesław W. Jędrzejczak




