Subskrybuj
Logo małe
Szukaj
banner

„Lex szarlatan” przed Trybunałem. Ale kto ochroni pacjenta przed szarlatanem dzisiaj?

MedExpress Team

Michał Modro

Opublikowano 28 sierpnia 2026 12:21

Prezydent skierował tzw. lex szarlatan do Trybunału Konstytucyjnego i jednocześnie przedstawił własny projekt, oparty w większym stopniu na odpowiedzialności karnej. Powstał interesujący spór o to, czy przed pseudomedycyną skuteczniej ochroni pacjenta Rzecznik Praw Pacjenta wyposażony w silniejsze instrumenty administracyjne, czy prokurator i sąd karny. Jest jednak trzecie pytanie: co z osobą, która pada ofiarą „szarlatana” dzisiaj? Prawo nie jest przecież całkowicie bezradne.
„Lex szarlatan” przed Trybunałem. Ale kto ochroni pacjenta przed szarlatanem dzisiaj? - Obrazek nagłówka

20 sierpnia 2026 r. Prezydent poinformował o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego, w trybie kontroli prewencyjnej, ustawy z 31 lipca zmieniającej ustawę o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Równocześnie skierował do Sejmu własny projekt nowelizacji Kodeksu karnego oraz ustawy o prawach pacjenta.

26 sierpnia projekt prezydencki został skierowany do opiniowania m.in. przez Sąd Najwyższy, KRS, UODO, Prokuratora Generalnego, samorządy zawodów medycznych, KRRP i NRA.

Nie mamy więc jednej „lex szarlatan”.

Mamy obecnie konkurencję dwóch filozofii ochrony pacjenta.

Model pierwszy: zatrzymać działalność szybko

Koncepcja rozwijania administracyjnych kompetencji Rzecznika Praw Pacjenta wychodzi z założenia, że w przypadku działalności zagrażającej zdrowiu podstawowym problemem jest czas.

Jeżeli ktoś przekonuje osoby chore onkologicznie, aby zrezygnowały z terapii na rzecz nieudowodnionej metody, postępowanie karne zakończone po dwóch czy trzech latach może być dla części pacjentów spóźnione.

Potrzebny jest instrument pozwalający powiedzieć: „przestań to robić teraz”.

I właśnie w tym administracja ma przewagę nad prawem karnym.

Model drugi: szarlatan przed sądem

Projekt prezydencki wychodzi z innego założenia.

Jeżeli państwo ma stosować wobec człowieka bardzo poważne sankcje za działalność dotyczącą zdrowia, powinno robić to w systemie zapewniającym mocne gwarancje proceduralne i kontrolę sądu.

Projekt ma wzmacniać ochronę osób szczególnie podatnych na manipulację przy podejmowaniu decyzji zdrowotnych ze względu m.in. na stan zdrowia, wiek, zaburzenia psychiczne czy stosunek zależności lub zaufania.

Zaletą takiego modelu jest wysoki standard ochrony jednostki przed arbitralnym działaniem państwa.

Jego słabością jest szybkość.

Prawo karne jest z założenia ultima ratio. Ma karać najpoważniejsze zachowania, a nie pełnić funkcję codziennego regulatora rynku usług zdrowotnych.

Który model jest lepszy?

Samo tak postawione pytanie prowadzi nas w złą stronę.

Te instrumenty rozwiązują dwa różne problemy.

Prawo administracyjne powinno przede wszystkim zatrzymywać niebezpieczną praktykę. Prawo karne powinno reagować na zachowania o odpowiednim ciężarze gatunkowym. Prawo cywilne powinno pozwalać poszkodowanemu dochodzić naprawienia szkody. Prawo konsumenckie powinno eliminować nieuczciwe praktyki rynkowe. A regulacje dotyczące zawodów medycznych powinny pozwalać samorządom zawodowym reagować wtedy, gdy sprawcą jest osoba wykonująca zawód regulowany.

Problem „szarlatanerii” jest więc problemem wieloreżimowym.

Jedna ustawa go nie rozwiąże.

Co może zrobić pacjent już dzisiaj?

To najważniejsza część całej dyskusji.

Nie można stworzyć wrażenia, że do czasu rozstrzygnięcia TK albo uchwalenia projektu prezydenckiego pacjent pozostaje bez ochrony.

Nie pozostaje.

Po pierwsze, działa Rzecznik Praw Pacjenta.

Obowiązująca ustawa pozwala Rzecznikowi prowadzić postępowania w sprawach praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów. Jeżeli stwierdzi taką praktykę, może nakazać jej zaniechanie oraz działania służące usunięciu skutków. Decyzji może towarzyszyć rygor natychmiastowej wykonalności zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Administracyjna ochrona pacjentów funkcjonuje więc już dzisiaj.

Ale istnieje zasadnicza luka

Obecny art. 59 ustawy o prawach pacjenta wiąże podstawową kategorię praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów z bezprawnymi zorganizowanymi działaniami lub zaniechaniami podmiotów udzielających świadczeń zdrowotnych.

I tutaj pojawia się sedno problemu pseudomedycyny.

Co jeżeli działalność prowadzi ktoś, kto właśnie twierdzi, że nie udziela świadczeń zdrowotnych?

„Terapeuta”. „Uzdrowiciel”. „Bioterapeuta”. „Specjalista medycyny alternatywnej”. Sprzedawca preparatu. Influencer. Osoba prowadząca kurs.

Im dalej sprawca znajduje się od formalnego systemu działalności leczniczej, tym trudniejsze może być wykorzystanie instrumentów skonstruowanych pierwotnie do nadzorowania podmiotów udzielających świadczeń zdrowotnych.

I właśnie tutaj znajduje się rzeczywisty problem legislacyjny.

Prawo cywilne nadal działa

Jeżeli pacjent poniósł szkodę, może w określonych okolicznościach dochodzić jej naprawienia na zasadach prawa cywilnego.

Może chodzić o koszty niepotrzebnej „terapii”, koszty późniejszego leczenia, szkodę wynikającą z opóźnienia właściwej terapii, utratę dochodu, a w odpowiednich przypadkach także krzywdę.

Najtrudniejszym problemem będzie zwykle związek przyczynowy.

Jeżeli pacjent zrezygnował z leczenia onkologicznego pod wpływem pseudoterapeuty, trzeba wykazać, jaki wpływ miało opóźnienie na stan zdrowia.

W medycynie nie zawsze da się odpowiedzieć na takie pytanie z matematyczną pewnością.

A prawo karne?

Także obecny Kodeks karny nie przestaje działać tylko dlatego, że nie istnieje jeszcze specjalny typ przestępstwa „szarlatanerii”.

W zależności od okoliczności mogą znaleźć zastosowanie istniejące konstrukcje dotyczące między innymi oszustwa, narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu czy przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu.

Ale zawsze trzeba wykazać znamiona konkretnego czynu zabronionego.

I właśnie dlatego stworzenie ogólnego hasła „pseudomedycyna = przestępstwo” byłoby niebezpiecznym uproszczeniem.

Nie każda nieracjonalna metoda jest przestępstwem. Nie każda metoda bez wystarczających dowodów naukowych jest oszustwem. Nie każda alternatywna praktyka powoduje bezpośrednie zagrożenie życia.

Granica musi być określona precyzyjnie.

Najgroźniejszy nie jest człowiek sprzedający zioła

Największym zagrożeniem jest sytuacja, w której człowiek z rozpoznanym nowotworem słyszy: „chemioterapia cię zabije. Odstaw leczenie. Ja cię wyleczę”.

Tutaj problemem nie jest samo zastosowanie produktu lub metody niemającej potwierdzonej skuteczności.

Problemem jest ingerencja w decyzję zdrowotną osoby znajdującej się w szczególnie trudnej sytuacji.

Choroba może zwiększać podatność człowieka na manipulację. Im poważniejsze rokowanie, tym większa może być gotowość do podjęcia ryzyka.

Dlatego szczególna ochrona takich osób ma racjonalne uzasadnienie.

Ale gdzie kończy się ochrona, a zaczyna paternalizm?

To druga strona problemu.

Dorosły człowiek może podejmować decyzje, z którymi lekarz, państwo albo większość społeczeństwa się nie zgadza.

Może odmówić leczenia. Może szukać terapii komplementarnych. Może kierować się przekonaniami. Może podejmować ryzyko.

Prawo pacjenta obejmuje również prawo do autonomii.

Dlatego ustawodawca nie powinien karać poglądu ani niekonwencjonalnego przekonania.

Powinien reagować przede wszystkim tam, gdzie występują: wprowadzenie w błąd, wykorzystanie szczególnej podatności, fałszywa obietnica terapeutyczna, realne zagrożenie zdrowia albo nakłanianie do rezygnacji ze skutecznego leczenia.

To trudniejsza granica niż proste rozróżnienie: „medycyna konwencjonalna – dobra, alternatywna – zła”.

Jest jeszcze internet

I tu znajduje się jedna z największych słabości całej debaty legislacyjnej.

Współczesny „szarlatan” nie potrzebuje gabinetu. Potrzebuje telefonu.

Film może obejrzeć pół miliona osób. Algorytm może podsunąć kolejne materiały człowiekowi, który właśnie wyszukał informacje o nowotworze. Można sprzedawać preparat z innego państwa. Można pobierać opłatę za „konsultację” bez nazywania jej świadczeniem zdrowotnym. Można przekazywać dezinformację, a jednocześnie zastrzegać, że materiał ma charakter edukacyjny.

To właśnie tutaj administracyjny model oparty wyłącznie na klasycznym podmiocie udzielającym świadczeń oraz model karny oparty na odpowiedzialności konkretnego sprawcy mogą napotkać największe problemy.

Potrzebujemy więc nie jednej, lecz kilku warstw ochrony

Dobrze zaprojektowany system powinien umożliwiać równocześnie szybkie zatrzymanie niebezpiecznej praktyki, ukaranie zachowań o największym ciężarze, naprawienie szkody wyrządzonej pacjentowi, ochronę konsumenta przed fałszywą informacją handlową oraz reakcję samorządu zawodowego, jeżeli sprawcą jest osoba wykonująca zawód medyczny.

Dopiero suma tych instrumentów może być skuteczna.

Szarlatan nie może być chroniony przez lukę. Pacjent nie może być chroniony przed samym sobą

I właśnie w tym zdaniu zawiera się najtrudniejszy problem przyszłej regulacji.

Państwo powinno skutecznie reagować na osoby wykorzystujące chorobę, lęk i brak wiedzy pacjenta dla osiągnięcia korzyści.

Ale nie powinno przejmować od pacjenta prawa do podejmowania własnych decyzji.

Dlatego pytanie nie brzmi: „RPP czy prokurator?”

Potrzebujemy obu.

Prawdziwe pytanie brzmi: jak stworzyć system, który potrafi zatrzymać szarlatana zanim wyrządzi krzywdę, ale jednocześnie nie daje państwu prawa do arbitralnego decydowania, jakie poglądy na temat zdrowia obywatelowi wolno mieć?

To jest granica pomiędzy ochroną pacjenta a jego autonomią.

I właśnie na niej powinna koncentrować się dalsza dyskusja nad „lex szarlatan”.

radca prawny Michał Modro

Źródła:
1. Prezydent RP, informacja z 20 sierpnia 2026 r. o skierowaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego oraz przedstawieniu projektu prezydenckiego.
2. Sejm RP, przebieg prac i konsultacji nad prezydenckim projektem nowelizacji Kodeksu karnego oraz ustawy o prawach pacjenta.
3. Ustawa z 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, w szczególności przepisy dotyczące praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów.
4. Kodeks cywilny i Kodeks karny – istniejące podstawy odpowiedzialności zależne od okoliczności konkretnej sprawy.

Szukaj nowych pracowników

Dodaj ogłoszenie o pracę za darmo

Lub znajdź wyjątkowe miejsce pracy!

Najciekawsze oferty pracy (przewiń)

Zobacz także

27.11.2012 WARSZAWA , PROFESOR WIESLAW JEDRZEJCZAK W NOWYM ODDZIALE TRANSPLANTACJI SZPIKU W SZPITALU PRZY BANACHA .FOT. ADAM STEPIEN / AGENCJA GAZETA
Prof. Wiesław W. Jędrzejczak

Szarlataneria niekonwencjonalna

20 sierpnia 2026
27.11.2012 WARSZAWA , PROFESOR WIESLAW JEDRZEJCZAK W NOWYM ODDZIALE TRANSPLANTACJI SZPIKU W SZPITALU PRZY BANACHA .FOT. ADAM STEPIEN / AGENCJA GAZETA
Prof. Wiesław W. Jędrzejczak

Fetysz kolejkowy

16 lipca 2026
27.11.2012 WARSZAWA , PROFESOR WIESLAW JEDRZEJCZAK W NOWYM ODDZIALE TRANSPLANTACJI SZPIKU W SZPITALU PRZY BANACHA .FOT. ADAM STEPIEN / AGENCJA GAZETA
Prof. Wiesław W. Jędrzejczak

Salonik VIP 3

1 lipca 2026
27.11.2012 WARSZAWA , PROFESOR WIESLAW JEDRZEJCZAK W NOWYM ODDZIALE TRANSPLANTACJI SZPIKU W SZPITALU PRZY BANACHA .FOT. ADAM STEPIEN / AGENCJA GAZETA
Prof. Wiesław W. Jędrzejczak

Zanik instynktu

13 kwietnia 2026
Msolecka
Felieton Małgorzata Solecka

Jest porodówka w Lesku, czy jej nie ma?

23 marca 2026
marek derkacz
Dr n. med. Marek Derkacz, MBA

W obronie prof. Eweliny Grywalskiej

14 kwietnia 2025
27.11.2012 WARSZAWA , PROFESOR WIESLAW JEDRZEJCZAK W NOWYM ODDZIALE TRANSPLANTACJI SZPIKU W SZPITALU PRZY BANACHA .FOT. ADAM STEPIEN / AGENCJA GAZETA

Obrona cywilna

26 stycznia 2025