Cena czy bezpieczeństwo lekowe? Eksperci ostrzegają przed erozją cenową
Opublikowano 15 września 2026 07:11
Czym właściwie jest polski lek?
W polskiej ustawie refundacyjnej pojęcie to zostało zdefiniowane poprzez konkretne kryteria produkcyjne, na podstawie których leki są kwalifikowane do jednego z dwóch wykazów: G1 lub G2. Ich wprowadzenie miało na celu budowanie bezpieczeństwa lekowego kraju poprzez premiowanie lokalnej produkcji. Różnica między wymienionymi kategoriami sprowadza się do miejsca wytwarzania samego produktu końcowego oraz pochodzenia jego kluczowego składnika, czyli substancji czynnej (API).
Do wykazu G1, oznaczającego częściową produkcję krajową, kwalifikują się produkty spełniające jeden z dwóch warunków: lek musi być wytwarzany w Polsce albo do jego wytworzenia należy wykorzystać substancję czynną wyprodukowaną w naszym kraju. Z kolei wykaz G2 to znacznie bardziej rygorystyczna kategoria pełnej produkcji krajowej, która wymaga spełnienia obu tych warunków jednocześnie, czyli zarówno wytwarzania leku na terytorium Polski, jak i użycia substancji czynnej również pochodzącej z kraju. Do leków z takich list pacjent dopłaca mniej w aptece, co ma go zachęcać do wyboru rodzimych preparatów.
Bezpieczeństwo seniorów kontra kryterium ceny
Mec. Katarzyna Czyżewska z kancelarii Czyżewscy wskazuje, że przy konstruowaniu listy bezpłatnych leków dla seniorów resort zdrowia powinien w znacznie większym stopniu uwzględniać kryterium miejsca produkcji.
- Obecność leku na wykazie produktów wytwarzanych na terenie Polski czy zawierających substancję czynną pochodzącą z naszego kraju powinna być kluczowa. Niestety, wciąż bierze się pod uwagę głównie kwestie cenowe. A to przecież fundamentalny element bezpieczeństwa medycznego osób starszych, które gwarantuje stabilna produkcja w Polsce czy szerzej - w Unii Europejskiej - ubolewa ekspertka.
Program darmowych leków 65+ jest niezwykle pozytywnie odbierany przez seniorów i obejmuje populację blisko 9,3 mln osób. Według oficjalnych danych Narodowego Funduszu Zdrowia, roczny koszt tego programu w 2025 r. wyniósł około 3,5 mld zł, co stanowiło zaledwie 1,7% całego budżetu Funduszu. Zdaniem specjalistów, to właśnie ta lista powinna opierać się na polskich lekach, aby skutecznie gwarantować suwerenność farmaceutyczną kraju.
Ryzykowne cięcia i erozja cenowa
Mec. Czyżewska wyraża również poważne wątpliwości związane z zapowiedziami resortu zdrowia dotyczącymi usuwania z listy 65+ najdroższych leków.
– Z punktu widzenia prawnego mam duże obawy o transparentność rozstrzygnięć wskazujących, które leki zostaną usunięte. Niepokoi mnie też zbyt daleko idąca ingerencja państwa w pozycję rynkową producentów, zwłaszcza krajowych - ostrzega. - W systemie refundacji każda akcja wywołuje reakcję. Tworzenie mechanizmów, które drastycznie wymuszają obniżki w grupach limitowych, prowadzi do galopującej erozji cenowej. Skutki takiego działania już znamy - była to konieczność przyjęcia przepisów o tzw. liście antywywozowej, ponieważ zbyt tanie leki zaczęły masowo wyjeżdżać z kraju. To nie jest więc wyłącznie kwestia interesów finansowych biznesu, ale przede wszystkim bezpieczeństwa zdrowotnego polskich pacjentów - przypomina.
Zależność tę potwierdza dr Artur Owczarek z Katedry i Zakładu Technologii Postaci Leku Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, który zaznacza, że ślepa pogoń za najniższą ceną może pozbawić nas bezpieczeństwa lekowego.
- Krajowa produkcja jest jak polisa ubezpieczeniowa. Kiedy czasy są spokojne, opłacanie ubezpieczenia wydaje się zbędnym wydatkiem. Jednak w momencie zaburzeń łańcuchów dostaw, perturbacji rynkowych wywołanych pandemią czy konfliktów politycznych, te minimalnie większe koszty ponoszone na początku okazują się bezcenną gwarancją bezpieczeństwa. Jeśli będziemy finansować polskie leki i rozwijać ich produkcję u siebie, w momentach kryzysowych zyskamy twardą walutę i stabilność, która pozwoli nam przetrwać trudne chwile oraz prowadzić partnerską wymianę z innymi krajami - podsumowuje dr Owczarek.












