Weto bez weta
Opublikowano 24 sierpnia 2026 06:59
Przedostatni tydzień sierpnia byłby pierwszym wakacyjnym, leniwym tygodniem godnym miana „sezonu ogórkowego”, ale w ochronie zdrowia „ogórki” to pojęcie od lat abstrakcyjne, a końcówka tygodnia z korowodami wokół „lex szarlatan” postawiła kropkę nad „i”. Odpoczynek? Zapomnij!
Prezydent wysłał nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta do Trybunału Konstytucyjnego, czyli w obecnych realiach ustrojowych wypadałoby napisać, że na Berdyczów, tyle że Karol Nawrocki raczej do ukraińskiego miasta niczego by nie wysyłał. Mówiąc wprost, mamy weto bez weta. I z tego stanu rzeczy najbardziej cieszą się ci, którzy zostali zaproszeni do Pałacu Prezydenckiego na konsultacje „przez pomyłkę”, jak Jerzy Zięba. Niezależnie od tego ile prezydent przywoła szanowanych organizacji, których argumenty przesądziły o decyzji, wszyscy wiedzą, kto korzysta na niej najbardziej.
I kto najbardziej traci. Dosłownie na kilka godzin przed ogłoszeniem decyzji prezydenta media opisały przypadek „leczenia” pacjentki onkologicznej wlewami z rozpuszczalnika chemicznego. Ta jedna historia powinna wystarczyć, by najważniejsze instytucje państwa powiedziały: - Basta!
Tego nie usłyszeliśmy, w zamian – sporo o ograniczaniu swobody gospodarczej i o tym, że nieuczciwe praktyki trzeba zwalczać na drodze postępowań karnych. Tych samych, o których wiadomo, że nie są zbyt wydolne, bo policja i prokuratura dość bezradnie – nawet w przypadkach, gdy dojdzie do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub wręcz zgonu – rozkładają ręce. Ten imposyblizm struktur państwa wobec oszustów, wobec szarlatanów, wobec osób sprzedających trawę w cenie złota i fałszywą nadzieję w cienie życia, miała przełamać ustawa. Zapewne niedoskonała (ze świecą przyszłoby przecież szukać ustaw doskonałych, nie tylko w obszarze zdrowia), ale dająca narzędzia skutecznego przeciwdziałania pseudomedycznym „biznesom”. Cudzysłów uzasadniony, bo w biznes wpisana jest, a w każdym razie powinna być, etyka.
Szarlataneria etyczna nie jest. Żerowanie na najbardziej pierwotnych lękach, na zagubieniu w momencie diagnozy albo jeszcze przed nią – również nie ma nic wspólnego z etyką. Ochrona prowadzenia tego rodzaju „biznesów” (bo na pewno na krótką metę, przynajmniej w perspektywie najbliższych miesięcy, taki będzie efekt prezydenckiej decyzji) nie ma nic wspólnego z dobrem publicznym i z powagą państwa.
Podobnie jak nic wspólnego z powagą państwa nie ma raport, na którym skupiła się uwaga opinii publicznej i wydarzenia mu towarzyszące, czyli dymisja. Ale to już – co za ulga – nie „zdrowotny” problem.





