Operacja wysokiego ryzyka
Opublikowano 29 lipca 2026 08:12
Zdecydowanie najwięcej emocji, ale i pytań, budzi projekt opublikowany jako ostatni – w piątek. To w nim zapisano, na przykład, znaczące rozszerzenie kompetencji Narodowego Funduszu Zdrowia, który zapowiada nie tylko rozbudowę i wzmocnienie pionu kontroli, ale i wyjście z kontrolami daleko poza obszar publicznego systemu. Tak, zgodnie z zapisami w ustawie, ale i zapowiedziami prezesa NFZ, kontrolerzy płatnika będą mogli „zapukać” – i to bez uprzedzenia – do podmiotów pracujących wyłącznie na zasadach komercyjnych. Ma to być możliwe w sytuacjach, w których płatnik nabędzie podejrzeń, że omijanie kolejki w publicznym podmiocie (na przykład do operacji) ma związek z przyjęciami pacjentów w prywatnym gabinecie. Czy nie jest to raczej sprawa choćby dla Rzecznika Praw Pacjenta z jednej strony lub nawet dla prokuratury? Nieprawidłowości związane z dostępem do świadczeń Fundusz może w pełni wyjaśnić w podmiocie, w którym mają (ewentualnie) miejsce. Czego konkretnie mają szukać kontrolerzy w prywatnych gabinetach (i czy aby na pewno mają do tego kompetencje, by prowadzić takie śledztwa)?
Jeszcze więcej znaków zapytania można postawić przy strategii budowy korpusu kontrolerskiego. Kilka lat temu „przeorano” pion kontroli, przenosząc go z oddziałów do centrali – w imię wzmocnienia niezależności od mniej lub bardziej lokalnych powiązań i układów. Ta centralizacja ma zostać jeszcze umocniona, ale też korpus kontrolerski ma zostać znacząco wzmocniony – w projekcie zapisano kilkaset dodatkowych etatów a prezes NFZ Filip Nowak zapewnia, że przynajmniej jeśli chodzi o kontrolerów, których trzeba najpierw przeszkolić, proces będzie trwał co najmniej kilka lat. Wyzwaniem będzie samo znalezienie chętnych – zwłaszcza wśród lekarzy, których płatnikowi potrzeba zdecydowanie najbardziej. Od lat wiadomo, że „do NFZ nie idzie się dla pieniędzy” – płace, zwłaszcza w zawodach lekarskich nie są konkurencyjne, i jest to bardzo daleko idący eufemizm. Stawka maksymalna dla lekarza – 18 tys. zł brutto to co prawda więcej, niż wynikające z ustawy o wynagrodzeniu minimalnym wynagrodzenie dla specjalisty, ale po pierwsze niewielu specjalistów ma ustalane wynagrodzenie zasadnicze na takim poziomie, po drugie – zwykle dochodzą do tego dyżury, po trzecie – lekarze często mają więcej niż jedno miejsce pracy. Tymczasem lekarze-kontrolerzy pracować nie mogą – ze względu na ryzyko konfliktu interesów.
Jak mieć ciastko i zjeść ciastko? Jak przyciągnąć chętnych do pracy w Funduszu, nie płacąc więcej, niż w tej chwili? Projekt ustawy daje rozwiązanie: kontrolerzy będą mogli pracować, również w systemie publicznym, choć z pewnymi ograniczeniami. Prezes Nowak zapewnia, że to jedyne rozwiązanie, bo opinia publiczna nie przyjęłaby dobrze informacji, że kontrolerzy zarabiają 40 tys. zł (zapewne wtedy też powstałby problem z siatką płac w samym Funduszu). Jednak ryzyko wizerunkowe jest – a w każdym razie powinno być – wtórne wobec ryzyka dla fundamentów skutecznej kontroli, czyli niezależności i obiektywizmu.
Cyklicznie wraca w dyskusji – na poziomie choćby Komisji Zdrowia, ale również wśród ekspertów – temat zbyt niskiego poziomu wydatków administracyjnych NFZ. Oscylują one wokół 1 proc. budżetu płatnika, i od lat pojawiają się postulaty radykalnego ich podwyższenia – przynajmniej do poziomu 1,5 proc. Jednym z kluczowych argumentów jest właśnie możliwość zatrudniania i utrzymania wysokiej klasy specjalistów, jakich NFZ potrzebuje a lekarze są na szczycie tej listy.
Pakiet rozwiązań, jaki leży na stole, musi zostać wnikliwie przeanalizowany. I choć znacząco większe emocje budzą rozwiązania dotyczące choćby wynagrodzeń lekarzy i ograniczeń ich czasu pracy, wydaje się, że również obszar nowych uprawnień i rozwiązań, wzmacniających (ale czy aby na pewno?) NFZ musi podlegać takiej analizie i refleksji. Bo choć prezes Funduszu ocenia, że korzyści z nich płynące będą większe niż ewentualne ryzyko, pytania w tej sprawie lepiej stawiać wcześniej niż później.










