Subskrybuj
Logo małe
Szukaj

Igrzyska zamiast reformy: Jak państwo robi z lekarzy kozły ofiarne własnej nieudolności cz. I

MedExpress Team

Karolina Sobocińska

Opublikowano 15 lipca 2026 15:45

Polski system ochrony zdrowia przypomina płonący dom, w którym zamiast gasić pożar, urzędnicy i publicyści linczują strażaków za to, że ośmielili się zażądać godnej zapłaty za pracę w piekle. Ostatnia nagonka medialna na medyków obnaża brutalną prawdę: rządzący wolą rzucić lekarzy na pożarcie opinii publicznej, niż przyznać się do dekad systemowych zaniedbań, braku kadr i katastrofalnego zarządzania publicznymi pieniędzmi.

Z tego artykułu dowiesz się:

  1. Dlaczego polski system ochrony zdrowia przypomina płonący dom? Artykuł ukazuje, jak urzędnicy i media obwiniają lekarzy za problemy w systemie, zamiast zająć się rzeczywistymi przyczynami kryzysu.
  2. Jakie są prawdziwe przyczyny wysokich zarobków lekarzy? Dowiedz się, że wynagrodzenia specjalistów są efektem popytu i podaży, a nie "chciwości" medyków.
  3. Co mówią eksperci o moralnych aspektach wynagrodzeń w służbie zdrowia? Profesor Jan Hartman zwraca uwagę na drastyczne różnice w dochodach, ale podkreśla, że to nie lekarze są winni kryzysowi, lecz systemowe zaniedbania.
  4. Jakie mity krążą wokół dostępu do świadczeń medycznych? Artykuł obnaża, że problem nie leży w "uprzywilejowanych" pacjentach, ale w chronicznych kolejkach, które wynikają z braku kadr i biurokracji.
  5. Jakie mogą być konsekwencje ograniczenia zarobków lekarzy? Obawy o drastyczne zmiany w wynagrodzeniach mogą prowadzić do masowego odpływu specjalistów z publicznej służby zdrowia.

Modnie jest dziś mówić źle o lekarzach, pisać o ich rzekomej chciwości, "salonikach VIP" czy nieetycznych zarobkach. To niezwykle wygodny wentyl bezpieczeństwa dla polityków wszystkich opcji. Kiedy pacjent nie może dopchać się do specjalisty, najłatwiej wskazać palcem na medyka i powiedzieć: "Patrzcie, to przez jego wysokie zarobki stoicie w kolejce".

Tymczasem rzeczywistość jest zgoła inna. Wysokie kontrakty nielicznej grupy wybitnych specjalistów nie wynikają z ich rzekomej "bezczelności", ale z brutalnych praw popytu i podaży, które państwo samo stworzyło. Przy dramatycznym deficycie kadrowym dyrektorzy szpitali muszą płacić rynkowe stawki, by w ogóle utrzymać oddziały przy życiu. Gdyby nie te kontrakty, pacjenci w wielu regionach zostaliby całkowicie bez opieki.

Skomplikowana sytuacja rynkowa wywołuje oczywiście skrajne oceny i staje się przedmiotem ostrej debaty publicznej. Krytycy obecnego stanu rzeczy, patrząc na system z perspektywy teorii sprawiedliwości społecznej, wskazują na drastyczne różnice w dochodach jako na problem moralny. Profesor Jan Hartman w rozmowie z nami reprezentuje właśnie takie, wyraziste stanowisko, nie kryjąc oburzenia wysokością niektórych kontraktów: - Człowiek, który śmie sięgać po publiczny grosz, będąc zobowiązanym do tego, żeby działać na rzecz pacjentów i przyczynia się do tego, że w budżetach ZOZ-ów, szpitali po osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt procent całego budżetu to są wynagrodzenia i śmie sięgać po wynagrodzenia rzędu pięćdziesiąt, osiemdziesiąt, sto, dwieście tysięcy po prostu okrada pacjentów - twierdzi.

Tego typu opinia, choć zakorzeniona w trosce o finanse publiczne, pomija kluczowy element ekonomiczny: lekarz to nie urzędnik państwowy pracujący w sztywnych strukturach, ale wysoko wykwalifikowany specjalista, który za swoje decyzje płaci gigantyczną odpowiedzialnością karną(kodeks karny), cywilną (zadośćuczynienie) i zawodową (Sąd Lekarski). Obarczanie lekarzy moralną winą za to, że budżety szpitali są drenowane, to klasyczne odwracanie pojęć. To nie pensje medyków niszczą szpitale - to wadliwy system wyceny procedur przez NFZ oraz brak systemowego finansowania sprawiają, że placówki medyczne są permanentnie zadłużone.

Kolejnym tematem rozgrzewającym opinię publiczną są oskarżenia o rzekomy, powszechny system wzajemnego wsparcia i protekcji, który ma rzekomo blokować kolejki dla "zwykłego Kowalskiego". Profesor Hartman w wywiadzie wprost diagnozuje to zjawisko w następujący sposób: - Uprzywilejowany dostęp do świadczeń medycznych mają w Polsce, po pierwsze lekarze, ich rodziny i, bliscy znajomi. To jest największa grupa protegowana. Na drugim miejscu pewnie kler katolicki. Spotkanie biskupa czy wyższego duchownego w kolejce w przychodni jest, pewnie równie trudne, jak spotkanie tam smoka wawelskiego - podkreśla etyk.

Choć taka teza brzmi niezwykle nośnie i wpisuje się w społeczne emocje, rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana. Prawdziwym problemem nie są mityczni biskupi czy lekarscy znajomi omijający kolejki, ale fakt, że kolejki te w ogóle istnieją. A istnieją, ponieważ państwo oszczędzało na kształceniu nowych kadr, przez lata drastycznie i sztucznie ograniczało liczbę miejsc na rezydenturach, a także mamy do czynienia z biurokracją oraz archaicznymi procedurami, które marnują cenny czas medyków, który mogliby poświęcić pacjentom.

Politycy chętnie rzucają populistyczne hasła - jak choćby wicepremier Radosław Sikorski, który stwierdził, że "nikt w sektorze publicznym nie powinien zarabiać więcej niż prezydent RP", sugerując, że lekarze z wielkimi oczekiwaniami finansowymi powinni po prostu odejść do sektora prywatnego.

To recepta na całkowitą katastrofę. Jeśli państwo ugnie się pod presją tych haseł i drastycznie ograniczy zarobki lekarzy w publicznej sieci, specjaliści natychmiast przeniosą się do prywatnych klinik lub wyjadą za granicę. W publicznych szpitalach zostaną puste korytarze i bezradni pacjenci.

Lekarze nie chcą szantażować systemu - to system szantażuje ich, zmuszając do pracy ponad siły, na kilkunastogodzinnych dyżurach, w chronicznym stresie. Godne zarobki są naturalnym ekwiwalentem za lata wyrzeczeń, trudnych studiów, specjalizacji i gigantycznego obciążenia psychicznego(fajnie jest mówić dziś o kryzysie zdrowia psychicznego, ale gdy dotyczy on lekarzy, udajemy, że tematu nie ma?). Czas przestać traktować medyków jak chłopców do bicia i zacząć rozliczać tych, którzy za ten chaos naprawdę odpowiadają: urzędników i polityków.

To pierwsza część wywiadu i artykułu. Druga część pojawi się jutro.

Szukaj nowych pracowników

Dodaj ogłoszenie o pracę za darmo

Lub znajdź wyjątkowe miejsce pracy!

Najciekawsze oferty pracy (przewiń)

Zobacz także