Polipy nosa to nie tylko zatkany nos. "To jest życie pod dyktando choroby"
Opublikowano 6 sierpnia 2026 07:25
Polipy nosa często są traktowane jako problem laryngologiczny o stosunkowo niewielkim znaczeniu. Tymczasem pacjenci z ciężkim, nawrotowym przewlekłym zapaleniem zatok przynosowych opisują wyczerpanie, izolację społeczną, lęk przed kolejnymi zabiegami i utratę normalnego funkcjonowania. Szczególnie trudna jest sytuacja osób z nietolerancją niesteroidowych leków przeciwzapalnych, u których polipom często towarzyszy astma i objawy skórne. Jak podkreśla dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki: - O samych polipach mówią niewiele. Mówią bardziej: "Nie mogę oddychać przez nos. Boli mnie głowa, nie mogę spać. Mam uczucie duszności, kiedy prowadzę wysiłek fizyczny. Mam objawy nadwrażliwości ze strony układu oddechowego w momencie, kiedy nie mogę wykorzystać nosa jako naturalnego filtru".
To życie osób, które mają przewlekłe zapalenie zatok z polipami, bez zmysłów, które są nam bardzo potrzebne, jak zmysł smaku, węchu, czy też konsekwencje ogólnoustrojowej choroby, jaką jest nietolerancja niesteroidowych leków przeciwzapalnych i objawy na tym tle ze strony nosa. To jest tak naprawdę pogorszenie jakości życia. - To jest życie pod dyktando choroby. No i to życie nie jest dobre - podkreśla specjalista.
Ekspert zwraca uwagę, że u części chorych operacje nie rozwiązują problemu na stałe: - To jest takie never ending story. W momencie, kiedy mamy pacjenta, których my tu nazywamy saperzy na polu minowym, czyli osoby, które mają ten problem, że nie tolerują niesteroidowych leków przeciwzapalnych, czyli w ich organizmie dochodzi do zaburzenia szlaku przemian kwasu arachidonowego, pojawiają się pewne produkty, które powodują z jednej strony, że pojawiają się polipy w nosie, z drugiej strony, że kurczą się oskrzela, z trzeciej strony, że pojawiają się swędzące zmiany na skórze. To jest koszmar.
Niektórzy pacjenci przechodzą nawet dziesięć operacji w ciągu całego życia. Niestety problem wraca. Odnosząc się do nowoczesnych terapii biologicznych, w tym tezepelumabu, prof. Dąbrowiecki mówi: - Tezapelumab powoduje, że kaskada stanu zapalnego się odwraca. Pojawia się po prostu wyciszenie stanu zapalnego. Pacjent odzyskuje węch, smak. Polipy nie narastają. Co więcej, leczy się cały organizm. To jest nie tylko nos, płuca, skóra. Cały metabolizm się zmienia, więc ten pacjent zaczyna normalnie żyć. Przestają mu dokuczać polipy, ale przestają mu dokuczać również zaostrzenia astmy. Także to tak naprawdę wpływa na cały organizm.
To ważne, ponieważ choroba ma poważne konsekwencje społeczne i zawodowe. Lekarz zwraca uwagę na to, że w niektórych zawodach nie można wycierać nosa podczas pracy, albo że pacjenci często nie chodzą do pracy, ponieważ dochodzi do zapaleń zatok, czego pokłosiem mogą być powikłania zapalenia ropnego czy zaostrzenia astmy. - Możemy powiedzieć, że to jest niepełnosprawność, mimo że tylko jest zatkany nos. Ale to nie jest tylko zatkany nos. To są zatkane oskrzela. To jest problem całego organizmu, który nie toleruje pewnych cząstek.
Jak podkreśla ekspert, przewlekłe zapalenie zatok z polipami nosa, szczególnie współistniejące z nietolerancją niesteroidowych leków przeciwzapalnych, nie jest jedynie lokalnym problemem laryngologicznym. To choroba przewlekła, która wpływa na oddychanie, sen, aktywność fizyczną, pracę zawodową i bezpieczeństwo pacjenta, a u części chorych wymaga długotrwałego leczenia ogólnoustrojowego.












