Dr Paweł Grzesiowski: Szpital nie może być przedsiębiorstwem
Opublikowano 7 lipca 2026 12:21
Z tego artykułu dowiesz się:
- Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski wskazuje, że problem w ochronie zdrowia tkwi w błędnej konstrukcji systemu, który przekształca szpitale w przedsiębiorstwa, a lekarzy w kontrahentów.
- Dr Grzesiowski ostrzega, że erosja zaufania pacjentów do lekarzy może być wynikiem patologicznych zachowań, które są nagłaśniane przez media, a które nie odzwierciedlają pracy 95% uczciwych lekarzy.
- Szef GIS podkreśla, że regulacja wynagrodzeń nie rozwiąże systemowych problemów, ponieważ fundamentalne zmiany w systemie ochrony zdrowia są niezbędne, aby przywrócić jego właściwe funkcjonowanie.
- Ekspert zwraca uwagę na brak kontroli nad wydatkowaniem publicznych środków w placówkach medycznych, co prowadzi do ich zadłużania i kolejnych problemów finansowych.
- Dr Grzesiowski uważa, że pierwszymi ofiarami ewentualnego pęknięcia systemu będą pacjenci, którzy stracą dostęp do świadczeń medycznych, jeśli nie nastąpią pilne zmiany w systemie ochrony zdrowia.
Sprawie Szpitala Południowego towarzyszy gorąca dyskusja o wysokości wynagrodzeń lekarzy. Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski przyznaje, że cała sytuacja niesie ryzyko dla zaufania pacjentów do lekarzy – nie tylko w kontekście finansowym, ale też edukacji zdrowotnej i profilaktyki. - Cała ta historia nie służy dobrze wiarygodności czy pozycji lekarzy w społeczeństwie, dlatego że pokazuje zachowania nieetyczne. A wiemy, że w zakresie naszego zawodu etyka i transparentne postępowanie, również w kontekście zarobków, są podstawą. Pacjent buduje swoje zaufanie do lekarza na podstawie jego zachowania - mówi dr Grzesiowski.
"Zapominamy o 95 procentach lekarzy, którzy pracują uczciwie"
Szef GIS podkreśla, że choć cała sytuacja jest dla niego dowodem na to, że system ochrony zdrowia jest chory, obawia się jednostronnego obrazu, jaki tworzą media. - Boję się, że media wychwytują te gorące kawałki, które mają pokazać jakąś totalną patologię. A zapominamy o 95 procentach lekarzy, którzy pracują uczciwie i za normalne pieniądze. Nigdy nie zarabiałem miliona złotych i nie wyobrażam sobie, żebym miał szansę nawet na takie zarobki w uczciwy sposób – zaznacza.
Jak dodaje, pokazywanie wyłącznie patologicznych przypadków rodzi wątpliwości co do intencji całego środowiska lekarskiego.
– Pokazywanie tylko jednej strony, gdzie widzimy jednostki, które wykorzystują chory system, będzie pozostawiało, szczególnie u osób opiekozależnych, wątpliwości co do intencji lekarza: czy on pracuje dla pacjenta, czy dla pieniędzy– mówi P.Grzesiowski, zaznaczając jednocześnie, że nie oznacza to, że lekarz powinien pracować za darmo. – Pytanie, gdzie są granice przyzwoitości. I te granice w wielu przypadkach, o których mowa teraz w mediach, zostały przekroczone, i nikt tego chyba nie ukrywa – dodaje.
"Szpital nie może być przedsiębiorstwem"
Zdaniem Głównego Inspektora Sanitarnego, źródłem problemu nie są same wynagrodzenia, a błędna konstrukcja całego systemu. – Ten system jest skonstruowany źle. Po prostu szpital nie może być przedsiębiorstwem, a dziś tak jest, że w nowoczesnej medycynie koszty w pewnym sensie nie grają roli. Jeżeli kontrakt z NFZ pozwala płacić za operację milion złotych, to pół miliona może wziąć lekarz – wyjaśnia Grzesiowski.
Jak mówi, w efekcie lekarz stał się swego rodzaju przedsiębiorcą i kontrahentem, a relacje między pacjentem, lekarzem, szpitalem i dyrektorem zatarły się. – Lekarze nie są w większości na etatach, w związku z tym traktują szpital jak, jak kiedyś mówiło się, Legię Cudzoziemską – najemnik walczy w dowolnym celu, bo mu płacą. I tak nie może funkcjonować ochrona zdrowia. Nie mówię tutaj tylko o lekarzach, tak samo mówimy o pielęgniarkach, ratownikach. Jeżeli zmonetaryzowaliśmy ochronę zdrowia, to teraz nie dziwmy się, że ludzie głównie myślą o pieniądzach – podkreśla szef GIS.
"Zapłacą za to pacjenci"
Grzesiowski zwraca uwagę na brak kontroli nad wydatkowaniem publicznych środków w placówkach medycznych. – Pieniądze są potrzebne w systemie, ale musi być ścisła kontrola nad ich wydatkowaniem. Gdybym ja u siebie w urzędzie ustawił pensje na poziomie miliona złotych, to bym wylądował w więzieniu, prawdopodobnie z odpowiedzialnością karną za nadużycie finansów publicznych. I to samo powinno być w szpitalach. My nie możemy wydatkować publicznych pieniędzy bez kontroli – mówi.
Jego zdaniem, wiele szpitali zadłuża się, by realizować kontrakty z NFZ, co doprowadzi do systemowego pęknięcia.
– To jest zupełnie patologiczne i myślę, że system pęknie prędzej czy później, tylko zapłacą za to potem pacjenci. Bo jak system pęknie, to pierwszymi ofiarami będą właśnie pacjenci, bo nie będzie świadczeń – ostrzega.
"Regulacja wynagrodzeń nic nie zmieni"
Grzesiowski zastrzega, że choć problem kominowych wynagrodzeń jest realny, sama ich regulacja nie rozwiąże systemowych bolączek ochrony zdrowia.
– Jeszcze raz powtórzę: patologia związana z jakimiś kominowymi wynagrodzeniami to jest jedna sprawa i tego nikt nie kwestionuje, ale sama regulacja wynagrodzeń nic nie zmieni w systemie. Musimy zrozumieć, że system jest chory i ten system trzeba naprawić od podstaw. Od tego, że szpital nie może przynosić zysków, nie może być rozliczany tak jak spółka handlowa czy zakład przemysłowy, bo koszty leczenia są tak wysokie, że prawie zawsze będzie na minusie - podsumowuje.
Wskazuje na paradoks obowiązującego prawa, które każe dyrektorom szpitali dbać o rentowność podmiotów za wszelką cenę.
– Dzisiaj prawo mówi, że dyrektor szpitala jest odpowiedzialny za funkcjonowanie podmiotu. Jeżeli zadłuża, jeżeli źle sobie radzi, to działa na szkodę firmy. Więc dyrektor zrobi wszystko, żeby szpital utrzymać, nawet zrobi coś takiego, co widzimy w tej chwili, czyli płaci jakieś horrendalne kwoty za wykonanie kontraktu – zauważa Grzesiowski.











