Pokolenie ryzyka – choroby cywilizacyjne u dzieci
Opublikowano 10 września 2026 10:31
Ekspertka podkreślała, że sięganie po substancje psychoaktywne (nawet bez etapu uzależnień, który pojawia się zwykle u młodych dorosłych) może indukować zaburzenia depresyjne i stany lękowe, ale może też być ich skutkiem. – Korelacja jest bardzo silna. Młodzież, która cierpi na zaburzenia lękowe, depresyjne, inne niezdiagnozowane problemy zdrowia psychicznego, która doświadcza przemocy domowej czy rówieśniczej statystycznie częściej sięga po substancje psychoaktywne w celu złagodzenia cierpienia psychicznego – przypomniała.
W ostatnich latach odnotowano trend spadkowy sięgania przez dzieci i młodzież po substancje psychoaktywne, alkohol i narkotyki. Ale, jak podkreślała ekspertka, jest o wiele za wcześnie, by mówić o jakimkolwiek sukcesie. – W tej chwili 73 proc. 15-16 latków deklaruje, że miało już kontakt z alkoholem. 30 proc. miało kontakt w ciągu 30 dni poprzedzających badanie. 13 proc. ma za sobą epizod upicia się – zwracała uwagę na dane z przeprowadzanych regularnie badań. Młodzież przyznaje, że w tej chwili kupno alkoholu w sklepie nie jest proste, zdecydowanie wzrosła świadomość właścicieli sklepów i sprzedawców, również w zakresie skutków złamania przepisów. – Niestety, ale alkohol młodym ludziom kupują dorośli. 40 proc. nastolatków, mających za sobą inicjację alkoholową przyznaje, że ten pierwszy kontakt odbył się za zgodą rodziców, często w ich obecności – wskazywała. Rodzice podejmują taką decyzję w przekonaniu, że w ten sposób są w stanie zaszczepić dziecku „kulturalny”, „cywilizowany” model konsumpcji alkoholu. Jednak badania pokazują, że im wcześniej dziecko ma kontakt z substancją, tym większe ryzyko problemowego używania alkoholu, i nie ma znaczenia, czy ten pierwszy kontakt miał miejsce za zgodą rodziców czy bez.
Problemem w populacji dzieci i młodzieży nie są uzależnienia, ale samo sięganie po alkohol. Niesie ono ze sobą negatywne skutki dla zdrowia psychicznego ale i fizycznego – jedną z najbardziej drastycznych konsekwencji są wypadki, które towarzyszą jednorazowym nawet, nieodpowiedzialnym zachowaniom, do jakich dochodzi po spożyciu alkoholu. Wypadki te mogą skutkować ciężką niepełnosprawnością albo nawet śmiercią młodego człowieka.
Zmiana profilu uzależnień czy nawyków ma też swoją ciemną stronę. Młodzi rzadziej sięgają po substancje psychoaktywne, ale częściej wpadają w pułapkę uzależnień behawioralnych – hazardu, problemowego korzystania z internetu. – Jeśli chodzi o hazard, grupa uzależnionych młodych rośnie, są w niej już 15-16 latki – przyznała dr Bukowska. „Pomocny” jest w tym internet, bo część gier dostępna jest też online. W grę wchodzą też zakłady bukmacherskie czy automaty. – Hazard do 18 roku życia jest nielegalny – przypomniała. Rośnie też grupa osób korzystających z internetu w sposób problemowy. – Według badań przeprowadzonych przez CBOS wśród 18-19 latków 8 proc. tej grupy korzysta z internetu ponad 8 godzin dziennie. Jakie to ma konsekwencje dla zdrowia psychicznego? – stawiała (retoryczne) pytanie.
Trudno wyobrazić sobie dyskusję na temat chorób cywilizacyjnych bez tematów związanych z chorobami układu krążenia – choć zwykle pojawiają się one w „dorosłym” kontekście. Jednak również w przypadku dzieci i młodzieży można mówić, na przykład, o zmianach w lipidogramie, ciśnieniu tętniczym. Choćby w kontekście hipercholeterolemii rodzinnej. Jak podkreślała dr Agnieszka Gorgoń-Komor, senator RP, już dobrych pięć, sześć lat temu eksperci we współpracy z Senatem, rozpoczęli starania o włączenie do bilansów zdrowia kilkulatków oznaczenia poziomu cholesterolu. Chodziło, oczywiście, o wychwycenie dzieci obciążonych genetycznie – a dzięki temu uratowanie ich rodziców (również innych krewnych) – bo w przypadku hipercholeterolemii rodzinnej to właśnie dorośli, między 30 a 40 rokiem życia, często padają ofiarą nagłej śmierci sercowej, udarów i zawałów, zbyt wcześnie. – Dziś mamy również inne narzędzie wychwytywania takich przypadków, bo w programie „Moje Zdrowie” można wykonać badanie poziomu lipoproteiny A. Wykonuję takie badanie m.in. u osób, które mają problem z zaakceptowaniem informacji o konieczności przyjmowania statyn, a podwyższony poziom oznacza wyższe ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych – tłumaczyła specjalistka w dziedzinie kardiologii, podkreślając, że miażdżyca przejawia się nie tylko w problemach układu krążenia. Skutkiem miażdżycy kończyn dolnych są amputacje, które w Polsce ciągle wykonywane są zbyt często i jednym z wyzwań jest ograniczenie ich liczby – na rzecz przede wszystkim skutecznej profilaktyki, ale też leczenia profilaktycznego.
Dr Gorgoń-Komor podkreśliła też, że mimo wprowadzenia badania poziomu cholesterolu do bilansu sześciolatka, ciągle spora część dzieci nie ma wykonywanego tego badania, co samo w sobie wymaga analizy i sprawdzenia przyczyn, bo poradnie POZ mają obowiązek badanie przeprowadzać. – Mamy wiele do zrobienia – zaznaczyła.
Choroby cywilizacyjne to również otyłość, do której prowadzi nadwaga. Jak mówiła dr n. med. Alicja Karney, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka, badania w których IMiD uczestniczy od wielu lat pozwalają śledzić trendy w tym obszarze i oceniać, w jakim miejscu jest Polska na tle innych krajów Europy i świata, choć oczywiście badania nie koncentrują się tylko na masie ciała, bo obejmują też m.in. poziom cholesterolu czy lipidogram. Jednym z kluczowych jest COSI, realizowane od 2012 roku pod auspicjami WHO badanie obejmujące populację 7-9 latków, którego celem jest monitorowanie odsetka dzieci z nadmierną masą ciała. Jak podkreślała eksperta, przed COVID-19 odnotowano, ten odsetek rósł dynamicznie, potem wzrost wyhamował, ale pandemia przyniosła kolejny, duży wzrost. W ostatniej edycji widoczny jest spadek – ale do poziomu sprzed samej pandemii nie udało się jeszcze wrócić. – Prowadzimy również program i badanie „Przybij piątkę”, które włącza szkołę w obszar profilaktyki. W ramach przygotowanych scenariuszy lekcji poświęconych zdrowiu, które prowadzą zarówno nauczyciele jak i szkolne pielęgniarki, jest przewidziany też follow up, czyli badania uczniów. Zarówno w grupach, które uczestniczyły w lekcjach jak i w tych, które lekcji nie miały. W tych pierwszych odnotowaliśmy, że trend przybierania na wadze wyhamował – mówiła szefowa IMiD. – Celem jest to, by dziecko samo uczyło się myśleć o swoim zdrowiu, jakie wybory są dla niego ważne i korzystne – wskazała.
Doświadczeniami z realizacji kompleksowego programu profilaktyki zdrowotnej u dzieci mówiła również dr n. o zdr. Paulina Metelska, koordynator programu 6‒10‒14 dla Zdrowia, adiunkt w Zakładzie Zdrowia Publicznego GUMed. – Program trwa od piętnastu lat, co roku screening obejmuje około siedmiu tysięcy dzieci, oferując pełną diagnozę stanu zdrowia, pomiary antropometryczne, kontrolę ciśnienia tętniczego krwi, ocenę postawy czy wydolności krążeniowo oddechowej – wskazywała. Celem programu jest zapobieganie, na możliwie najwcześniejszym etapie, problemom z nadmierną masą ciała, przeciwdziałanie nadwadze i otyłości. Jak podkreślała ekspertka, istotą programu jest to, że nie kończy się on na postawieniu diagnozy. – Przesiew, który nie tworzy ścieżki postępowania, byłby wręcz etycznie wątpliwy – zaznaczyła.
Ścieżkę dla dziecka i jego rodziny, gdy pojawia się problem, przygotowuje interdyscyplinarny zespół, zapewniona jest opieka pediatryczna, dietetyczna, ale też w zakresie aktywności fizycznej czy psychologiczne. Ważne – trwa ono minimum rok. – Leczenie otyłości i kształtowanie dobrych nawyków to proces – przypominała dr Metelska. Dzieci objęte specjalistyczną częścią programu mają też wykonywane badania laboratoryjne, sprawdzany jest poziom trójglicerydów i cholesterolu, ale też często już zachwiana gospodarka cukrowa. Czy program jest skuteczny? – Obserwujemy zmiany zachowania. Im wcześniej następuje interwencja, tym jest ona skuteczniejsza, zanim pojawią się powikłania, zanim utrwalą się nieprawidłowe zachowania, wybory – podsumowała.
Nie należą do rzadkości sytuacje, w których problemy ze zdrowiem somatycznym idą w parze, są ściśle powiązane, ze zdrowiem psychicznym dzieci. – Kiedy dziecko trafia do ośrodka, zaczyna się niekiedy wręcz detektywistyczne poszukiwanie źródeł problemów – mówiła Urszula Szybowicz, prezes Fundacji „Nie widać po mnie”, podkreślając, że cały sens psychiatrii dzieci i młodzieży sprowadza się do tego, by diagnoza (i leczenie) obejmowały nie tylko pacjenta, ale też jego rodzinę i środowisko. – Coraz częściej poradnie środowiskowe kontaktują się też ze szkołami, sprawdzają, co się tam dzieje, w jakim środowisku funkcjonuje ich pacjent – przypominała. O tym, co dzieje się w szkole, z czym mierzy się dziecko, wielu rodziców po prostu nie wie. – Pytamy dziecko: „co robisz po powrocie ze szkoły”. Odpowiedź? „Siadam”, „jem obiad”. Tyle tylko, że nawet nie wszyscy mówią o obiedzie. „Coś jem”. Coś, czyli batonik albo płatki z mlekiem. Kiedy rodzice wracają, pada sakramentalne pytanie „jak było w szkole”. Odpowiedź? „Było OK” – kreśliła standardowy scenariusz.
- Pytamy więc: „a jak było naprawdę”? Często dziecko zaczyna rozglądać się po gabinecie, chwalić nowe Przytulanki albo patrzeć w sufit, czasami próbuje zmienić temat. Odpowiedź „OK”, którą słyszą rodzice, nie jest rozmową – przypominała rodzicom i opiekunom, zwracając uwagę, że jeśli dziecko nie zgłasza problemów, nie widać po nim, że w ogóle je ma – to nie znaczy, że ich nie ma. To znaczy tylko, że nie mówi, co się naprawdę dzieje. Bo się boi, bo nie jest pewne, że otrzyma wsparcie zamiast spodziewanej oceny. – Dziecko oceniane jest już w szkole, nie chce kolejnych ocen.
W ocenie ekspertki każdy z aspektów chorób cywilizacyjnych somatycznych jest, a na pewno może być pokłosiem tego, że dziecko i nastolatek nie radzi sobie z emocjami. – Może je zajadać, może, poszukując społeczności, w której zostanie wysłuchany, wejść w używki. Zdrowienie zaczyna się od prawdziwego kontaktu z bliskim dorosłym – przypominała. Rzeczywistość jest jednak taka, że wiele dzieci nie ma bezpiecznej przestrzeni, w której może powiedzieć, że sobie nie radzi. Rodzice, gdy pojawia się „twardy” problem, z którym trzeba się zgłosić do specjalisty, szukają usprawiedliwienia – w nawale pracy i ogólnym zabieganiu. – Warto zacząć od siebie, od małych rzeczy, zmian. Takich jak wspólne posiłki i czas na rozmowę. Budowa więzi to fundament bezpieczeństwa, podstaw do rozmowy o wszystkich problemach dziecka.
- Dobra więź i relacja z rodzicami, choćby z jednym rodzicem, jest kluczowym czynnikiem chroniącym dziecko przez zachowaniami ryzykownymi i zaburzeniami psychicznymi – wtórowała dr n. med. Bogusława Bukowska. Gdy takiej więzi nie ma lub jest ona zaburzona, dziecko nie ma zaufania, ma poczucie, że jest zaniedbywane i nie może na nikogo liczyć. To staje się istotnym czynnikiem ryzyka również jeśli chodzi o sięganie po substancje psychoaktywne.
Drugim istotnym środowiskiem życia dziecka jest oczywiście szkoła, w której może ono doświadczać zarówno pozytywnych jak i negatywnych bodźców. Z badań CBOS przeprowadzonych w ubiegłym roku wśród 18-19 latków wynika, że – jak mówiła ekspertka – „przewaga negatywnych odczuć związanych ze szkołą nad pozytywnymi jest znaczna” a poziom odczuwanego przez młodzież stresu szkolnego – ogromny, najwyższy w niezbyt długiej, kilkuletniej, historii tych badań. Nie można pochopnie tłumaczyć, że szkoła zawsze była stresująca, bo badania pokazują, że źródłem stresu są przede wszystkim relacje z rówieśnikami. Ponad połowa reprezentatywnej grupy badanych doświadczyła – przynajmniej raz – jakiejś formy przemocy ze strony rówieśników (najczęściej było to wykluczenie z grupy, ale też niechciane treści umieszczone w internecie). – 23 proc. młodych doświadczyło takiej przemocy więcej niż 1-3 razy, można powiedzieć, że przemoc była systematyczna – zaznaczyła.
Są programy profilaktyczne. – Będą skuteczne, pod warunkiem długofalowej realizacji, a nie pojedynczych akcji, pogadanek do klasy – mówiła ekspertka, tłumacząc, że efekt może przynieść kilkumiesięczna praca z całą grupą, że tylko w taki sposób można sprawić, że relacje między uczniami się poprawią. – Mamy 33 rekomendowane, przebadane pod kątem efektywności, programy. Ich wykorzystanie jest znikome, finansowanie przez samorząd nieznaczne – przyznała.
Dr Bukowska przywołała jeszcze jedne wyniki badań, z których wynika że jakość relacji w rodzinach dzieci i rodzice oceniają zgoła odmiennie. – Rodzice, zasadniczo, mają dużo większy stopień zadowolenia np. z ilości i jakości czasu pędzanego razem. Młodzi mają odmienną interpretację – powiedziała. „Rozjeżdżają się” jednak nie tylko subiektywne oceny, ale i oceny rodziców z faktami czy wiedzą. – Na przykład jeśli chodzi o higienę cyfrową dzieci, część rodziców ma wiedzę, że do drugiego roku życia w ogóle, powyżej – pod kontrolą, ale do wczesnej podstawówki nie więcej niż godzinę dziennie, potem można zwiększać ale na żadnym etapie nie może to być wiele godzin. Rodzice wiedzą, ale te zalecenia ignorują, mówiąc że to „rekompensują”. Nie wiadomo jak, bo w trakcie rozmowy wychodzi, że wcale nie towarzyszą dziecku w poznawaniu cyfrowego świata. Dają urządzenie i dziecko samo się w tym świecie porusza – mówiła.
O rozbieżności oceny rodziców i rzeczywistości mówiła też dr n. med. Alicja Karney, przywołując wyniki badań prowadzonych przez IMiD, dotyczące oceny stylu życia i zachowań młodzieży w wieku 11-17 lat. – Co do zasady dzieci oceniają się gorzej, niż jest w rzeczywistości. Rodzice, przeciwnie. Na pytanie, jak długo dziecko śpi, odpowiadali najczęściej że 9 godzin. Problem w tym, że według pomiarów monitorujących m.in. aktywność fizyczną i sen ten ostatni trwał najwyżej 7,5 godzin, w dodatku był zakłócony wybudzeniami. Podobnie wypadała ocena aktywności fizycznej – wskazała. W ocenie ekspertki takie wyniki mają zapewne wiele przyczyn, ale jedną z nich jest małe zainteresowanie dzieckiem.
W dyskusji bardzo mocno wybrzmiewał wątek rozmowy – tej między rodzicami a dzieckiem, ale też między rodzicami a specjalistami. Dr Metelska wskazywała, że rodzice w bardzo różny sposób reagują na informację o nadwadze czy otyłości dziecka. – Część rodziców nie kryje wdzięczności za samą możliwość spotkania ze specjalistami, wprost mówią, że dostrzegali problem już wcześniej. Część nie kryje zaskoczenia. Są też rodzice, którzy po prostu odmawiają przyjścia na rozmowę. Może za tym stać na przykład lęk przed napiętnowaniem, stygmatyzacją, ale też konkretnym wyzwaniem, z jakim utożsamiają konieczność redukcji masy ciała u dziecka – relacjonowała, podkreślając, jak ważny jest sposób przekazania diagnozy, tak by miał pewność, że znajduje się w miejscu, w którym możliwe jest wspólne rozwiązanie problemu. O tym, że rozmowy z rodzicami na temat nadmiernej masy ciała dziecka są bardzo emocjonalne, mówiła też dr Karney. – Niekiedy reakcje dzieci i rodziców są bardzo emocjonalne. W niektórych przypadkach rodzice chcą rozmawiać bez dziecka, tak jakby to był w domu temat tabu.
Urszula Szybowicz, wracając do wątku rozmów między rodzicami a dziećmi zwracała uwagę, że dorośli powinni się zastanowić, w jaki sposób chcieliby, by z nimi o niełatwych sprawach rozmawiano. Jednym z kluczowych obszarów są bez wątpienia trudne, czasem złe, emocje jakich doświadcza dziecko np. w kontaktach z rówieśnikami. Rozmowa powinna prowadzić do uświadomienia, że na każdym etapie życia mogą się pojawić ludzie, wywołujący takie emocje, albo tacy, którzy będą o nas samych myśleć nie tak, jakbyśmy chcieli. – Dziecku warto pomóc zaakceptować, że nie mamy żadnego wpływu na to, co sądzi o nas drugi człowiek, ale też że nic, co sądzą o nas inni, nas nie definiuje – wskazywała. Przestrzeń do rozmowy buduje danie dziecku pewności, że dla nas jest najważniejsze i że jest kochane. – Z tym jest problem. Dzieci, które pytamy, kiedy ktoś im powiedział, że je kocha, najczęściej milczą. Co dziesiąte mówi, że rodzice mówią im to regularne. Mieliśmy chłopca, który powiedział, że nigdy tych słów nie usłyszał – przyznała.
Brak relacji przepełnionej czułością, miłością i bliskością utrudnia, czasami uniemożliwia, rozmowę. W trudniejszych sytuacjach warto rozważyć sięgnięcie po gry (byle nie online, zainstalowanie aplikacji nie rozwiązuje problemu), które mogą być swego rodzaju przewodnikami po emocjach, ułatwiającymi rozpoczęcie rozmowy. – Ważne, byśmy byli otwarci na dziecko, żeby się nie bać rozmowy z nim – apelowała Urszula Szybowicz.












