Zdrowie na bocznym torze
Opublikowano 15 września 2026 09:57
Bezpieczeństwo na kolei jest arcyważne, bo z nim w ostatnim czasie, liczonym w miesiącach a może i latach, coraz gorzej, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że coś jest na rzeczy z tym bocznym torem a może i wykolejeniem spraw zdrowia. Gdy Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekty ustaw „naprawczych” na jednym posiedzeniu, nie brakowało radości (to głównie przedstawiciele MZ) ale i zdziwienia (cała reszta), bo rozwiązania z pakietu Jolanty Sobierańskiej-Grendy ciągle budzą kontrowersje a na pewno znaki zapytania – przede wszystkim o skutki projektowanych przepisów dla systemu, dla szpitali i przede wszystkim – dla pacjentów.
Z pewnością zapowiedź dwunastomiesięcznego vacatio legis dla już obowiązujących umów nieco uspokoiła nastroje (nie tylko wśród lekarzy, choć dla wielu informacja, że jeszcze przez rok będzie „po staremu” oznaczać może, że w tym roku Gwiazdka przyszła wcześniej). Nieprzesadnie, trzeba przyznać – dyrektorzy szpitali i samorządowcy zwracają uwagę, że utrzymanie obecnych umów może być trudne przy zmieniających się warunkach udzielania świadczeń i „wyprowadzaniu” przez NFZ ze szpitali powiatowych procedur specjalistycznych, znacząco korzystniej wycenionych. Mimo wszystko jednak dłuższe vacatio legis to rozwiązanie lepsze niż pierwotne założenie pakietu naprawczego, że 31 grudnia wygasną wszystkie umowy niespełniające warunków przewidzianych w ustawie.
Pytanie podstawowe – czy jest zgoda w koalicji rządzącej na „pakiet naprawczy”? W tej sprawie sygnały są sprzeczne, a krytycznym okiem na całość pakietu (niekoniecznie „obcięcie” lekarzom milionowych – w ujęciu rocznym – wynagrodzeń) mają patrzeć nie tylko posłowie PSL (najbardziej obawiający się wpływu zmian na szpitale powiatowe) ale również Lewicy. Zakładając jednak, że owa zgoda jest, jaki zostanie przyjęty tryb procedowania projektów? Czy będzie czas na dyskusję, na wsłuchanie się w głos strony społecznej i ekspertów? Na sformułowanie wątpliwości i ich (ewentualne) rozwianie? Czy też przyjęty zostanie tryb procedowania, który stał się normą w dwóch poprzednich kadencjach, ale w obecnej też jest (nad)używany: pilne, pilne, większość za, przechodzimy do drugiego czytania, poprawki nie zyskały większości, trzecie czytanie, Senat.
Zapowiedzi sprzed kilku dni, po posiedzeniu SKRM, sugerowały, że projekty przejdą przez parlament lotem błyskawicy – i jeszcze we wrześniu trafią na biurko Karola Nawrockiego. Tam mogą się, oczywiście, wykoleić – ale nic nie jest przesądzone. Prezydent może ustaw nie podpisać, „na złość rządowi”, ale z taką samą intencją może je właśnie podpisać (choć ten drugi wariant byłby bardziej prawdopodobny bez dłuższego vacatio legis, stabilizującego nieco sytuację). Nic lepszego przed wyborami parlamentarnymi dzisiejszej opozycji, niewątpliwie cieszącej się wsparciem Pałacu Prezydenckiego, niż zderzenie rządu z konsekwencjami własnych decyzji, nie mogłoby się zdarzyć.







