Przygotowanie do wojny i kryzysu. Rekomendacje i wnioski z Ukrainy dla polskich samorządów
Opublikowano 13 października 2026 09:00
Kiedy w Polsce wyją syreny i mieszkańcy otrzymują alerty SMS-owe, pojawiają się pytania i wątpliwości: co należy zrobić, gdzie się schronić, które informacje są wiarygodne? Ukraina z takimi sytuacjami mierzy się na co dzień. Choć nie wszystkie zagrożenia można było przewidzieć, a część rozwiązań powstawała dopiero jako odpowiedź na trwające zagrożenie, to doświadczenia Ukrainy mogą być dla Polski ważną lekcją przygotowania do kryzysu.
Jak zapewnić ciągłość działania samorządu, gdy siedziba urzędu zostanie zniszczona? Co robić, kiedy jednocześnie przestanie działać łączność, zabraknie energii i paliwa? Jak skutecznie i szybko ostrzec mieszkańców przed zagrożeniem? Czy warto inwestować pieniądze i czas w budowę schronów? Odpowiedzi na te i inne pytania były tematem konferencji „Samorząd w czasie wojny i kryzysu. Jak skorzystać z doświadczeń ukraińskich?”, która 24 września br. odbyła się na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.
Na kryzys trzeba szykować się w czasie pokoju. Brak elastyczności może paraliżować działanie
Doświadczenia walczącej Ukrainy pokazują, że przygotowania w samorządach powinny zacząć się jeszcze przed kryzysem, najważniejsza jest zmiana sposobu myślenia o bezpieczeństwie. Jeden sztywny scenariusz może się nie sprawdzić. Jak mówiła Anna Brzezińska, członkini Zarządu Województwa Mazowieckiego, samorządy muszą zarządzać odpornością w sposób elastyczny, ponieważ kryzysy prawdopodobnie będą się na siebie nakładać.
Niezbędny jest jasny podział obowiązków i dobra koordynacja między osobami odpowiedzialnymi za poszczególne działania. Mykola Lukashuk, przewodniczący Dniepropietrowskiej Rady Obwodowej oraz wiceprezes Ukraińskiego Stowarzyszenia Rad Rejonowych i Obwodowych, zwracał uwagę na znaczenie gotowych protokołów, ponieważ w sytuacji zagrożenia może zabraknąć łączności i delegowanie zadań nie będzie wtedy możliwe, a nie każdy weźmie na siebie odpowiedzialność za działania, które nie zostały mu oficjalnie przydzielone.
Kolejny krok, jaki należy zaplanować jeszcze przed kryzysem, to ustalenie, które usługi są dla mieszkańców niezbędne. Jak proponował Jacek Siemiończyk, zastępca dyrektora Centralnego Ośrodka Informatyki, samorząd nie powinien zaczynać od przypadkowych inwestycji w infrastrukturę krytyczną, ale od stworzenia katalogu krytycznych usług, bez których lokalna społeczność nie może się obejść w czasie kryzysu.
– Następnie należy zrobić mapę zależności tych usług: od jakich podmiotów, od jakich komponentów zależy świadczenie usług tejże infrastruktury, którą mamy. Wiedząc to, możemy przygotować procedury i je przetestować. Da nam to jakąś perspektywę tego, jakich inwestycji naprawdę potrzebujemy – sugerował.
Zapewnienie ciągłości działania samorządu. „Nawet wojna nie zdejmuje obowiązku podlegania wszystkim procesom demokratycznym”
Przygotowania do kryzysu skupiają się głównie na zabezpieczeniu potrzeb mieszkańców. Samorządowcy z Ukrainy zwrócili jednak uwagę na rzadko podejmowany w debacie publicznej aspekt. Przestrzegali, że zadbanie o bezpieczeństwo ludzi nie będzie możliwe, jeśli lokalne władze nie będą miały jak podejmować decyzji. Na Ukrainie Rosja próbuje sparaliżować ich prace, więc za cel obiera budynki urzędów.
– Czy macie zapasowy budynek ze schronem, żeby odbyć sesję? Czy macie przyjęty regulamin, który pozwoli przeprowadzić sesję w innym miejscu, jeśli budynek urzędu zniszczy rakieta? Takie rzeczy działy się na Ukrainie. O piątej rano, kiedy było wiadomo, że będzie w tym budynku narada, rakiety uderzały niemal prosto w gabinety. Musicie mieć możliwość przeprowadzenia obrad gdzie indziej, żeby móc działać i ratować ludzi – mówił Mykola Lukashuk.
Przewodniczący Dniepropietrowskiej Rady Obwodowej mocno podkreślał, że nawet w warunkach kryzysu należy zachować ciągłość demokratycznego działania.
– Nawet wojna nie zdejmuje obowiązku podlegania wszystkim procesom demokratycznym. Musicie wprowadzić takie zasady, które sprawią, że obrady będą legalne i nikt nie zaskarży ich w drodze postępowania sądowego.
Ukraińcy zwracali uwagę, że w podobny sposób warto myśleć o usługach i zasobach, od których zależą działania samorządu. To, co w warunkach pokoju wydaje się oczywiste, nie zawsze będzie działać w czasie wojny. Mykola Lukashuk podawał przykład stacji benzynowych. W sytuacji kryzysowej właściciel może zamknąć działalność, zwolnić ludzi i wyjechać, by chronić rodzinę. Samorząd musi mieć przygotowane awaryjne rozwiązania na takie sytuacje, a nie zakładać, że infrastruktura, którą dysponuje na co dzień, zawsze będzie dostępna.
Programy i plany trzeba przyjmować z wyprzedzeniem, zanim pojawi się bezpośrednie zagrożenie. Mykola Lukashuk przypominał, że w jego regionie ukraiński program wsparcia obrony terytorialnej został przyjęty osiem dni przed rozpoczęciem pełnoskalowej wojny, co pozwoliło uniknąć chaosu i opóźnień decyzyjnych.
Z kolei Stanisław Jastrzębski, przewodniczący Zarządu Związku Gmin Wiejskich RP i wójt Długosiodła, zwracał uwagę na to, że gminy potrzebują gotowych rozwiązań. Proponował, by przygotowywać projekty dostosowane do różnych wielkości obiektów, które samorządy mogłyby wykorzystywać zależnie od lokalnych potrzeb.
Edukacja mieszkańców. Nieprzygotowany obywatel to obciążenie dla służb
Podczas konferencji mocno podkreślano znaczenie odpowiedzialności społecznej. Pomoc nie nadejdzie do mieszkańców od razu, dlatego samorząd powinien edukować, jak zachować się w pierwszych godzinach kryzysu.
– Przygotowany mieszkaniec nie tylko lepiej chroni siebie i swoją rodzinę. Odciąża również służby – zwracała uwagę Anna Brzezińska i zaznaczała, że ta edukacja powinna być praktyczna i regularna.
– Kiedy na terenie województw lubelskiego i podkarpackiego zawyły syreny okazało się, że nawet nie wiemy, jak się zachować, gdzie ewentualnie się ukryć, gdzie szukać miejsca schronienia. Jednym z elementów, które zaproponowaliśmy z punktu widzenia ochrony ludności było wskazanie punktów schronienia, które są elementem przygotowania naszego państwa w czasie pokoju na sytuacje zagrożeń, którymi co jakiś czas jesteśmy dotykani przez stronę Federacji Rosyjskiej – mówił Wiesław Leśniakiewicz, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. Zwracał uwagę, że budowa systemów ratowniczych i odporności infrastruktury nie wystarczą, jeśli człowiek nie będzie wiedział, jak ma postąpić w sytuacji zagrożenia.
Jak tłumaczył dr hab. Marcin Mikos, członek zarządu PZU Życie SA, na ostrzeżenia nie reagujemy w odpowiedni sposób, bo zbyt lekko traktujemy potencjalne zagrożenie.
– Nie ma u nas tej kultury i poszanowania zasad bezpieczeństwa. Narzekamy, że nie ma miejsc schronienia, ale kto z nas sięgnął do informatora czy do strony internetowej „Gdzie się ukryć”? – pytał.
Lekcja płynąca z Ukrainy pokazuje, że warto, aby edukacja na temat bezpieczeństwa obejmowała także dzieci. Najmłodsi powinni wiedzieć nie tylko, jak reagować na syreny, ale i jak rozpoznać zagrożenie – np. zabawki pozostawione przez Rosjan jako pułapki na minach. Wdrożenie takich szkoleń nie jest kosztowne, a może uratować życie. Ukraińcy radzą, żeby działać prewencyjnie i uniknąć ich błędu: szkolenia dla dzieci uruchomili dopiero post factum.
Przygotowanie do sytuacji kryzysowych powinno też uwzględniać odporność psychiczną. Grzegorz Pietruczuk, burmistrz dzielnicy Warszawa-Bielany, przytaczał przykład dzieci z ukraińskiej Bojarki, które przyjeżdżają do Polski. – Trzeba zobaczyć na własne oczy, jak one reagują na przelatujące samoloty czy przejeżdżający głośno tramwaj. My żyjemy w innej rzeczywistości – zauważył.
Na psychologiczne skutki wojny oraz znaczenie umiejętności radzenia sobie z długotrwałym stresem i potrzebę dostępu do specjalistycznego wsparcia zwracał również uwagę prof. Robert Gałązkowski, dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu WUM i pomysłodawca konferencji.
– Jednym z największym wyzwań dla państwa ukraińskiego jest to, co wojna robi z ludźmi: jak zabezpieczyć terapię, leczenie, jak wspierać ludzi, którzy są ofiarami psychicznymi tej wojny. To element, o którym my też w Polsce powinniśmy myśleć, bo o tym się nie mówi. Zastanówmy się nad tym w kontekście tych alertów SMS-owych i syren, które zaczęły wyć na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. Za dwa miesiące usłyszymy: „przestańcie to włączać, bo żyć się nie da”. A Ukraińcy pięć lat żyją w takim otoczeniu – mówił.
System alarmowania musi być wielokanałowy. Nie wystarczą syreny i komunikaty rządowe
Uczestnicy konferencji przestrzegali, że umiejętność reagowania na alarm to jedno, ale wiedza o tym, gdzie się schronić nie zda się na nic, jeśli zawiedzie system ostrzegania. Polscy samorządowcy dostrzegają luki w tym zakresie.
– Musimy natychmiast poprawić system alarmowania, tak żeby był sprawny, aby można było zaalarmować o zagrożeniu wszystkie miejscowości – apelował Adam Krzysztoń, wiceprezes zarządu Związku Powiatów Polskich, starosta łańcucki.
Z Ukrainy płynie jasna rekomendacja: nie warto opierać się wyłącznie na syrenach. Informacja o zagrożeniu musi dotrzeć do mieszkańców wieloma kanałami i nie do przecenienia jest tu rola samorządu, ponieważ system ostrzegania powinien być lokalny i uwzględniać specyfikę danego regionu.
Wraz z postępem wojny, Ukraina obok rządowych komunikatów, rozwijała lokalne czaty, aplikacje i powiadomienia, które pozwalają szybko i precyzyjnie ostrzec mieszkańców zagrożonych stref.
– Kiedy rok temu, jesienią, o 3.00 w nocy do Polski wleciały drony, a o 4.00 zostało zamknięte lotnisko Chopina, obywatele zostali o niebezpieczeństwie powiadomieni dopiero o 9.00. W Ukrainie informowanie ludzi o niebezpieczeństwie trwa 9-10 sekund. Do waszych wysuniętych blisko rosyjskiej granicy miast, rakieta balistyczna z Rosji może lecieć przez 30 sekund, dlatego macie 2-2,5 minuty żeby pójść do schronu. My mamy na to 10-15 sekund – mówił Mykola Lukashuk.
Jak opisywał, komunikaty uwzględniają poziom i lokalizację zagrożenia, co pozwala normalnie pracować tam, gdzie niebezpieczeństwo nie jest tak wielkie. Syrena jest więc tylko jednym z elementów systemu ostrzegania. Kostiantyn Havrylchuk, przewodniczący Rady Miasta Putyvl w obwodzie sumskim mówił, że w Sumach alarm bombowy potrafi trwać nawet 22 godziny na dobę. Nikt już nie reaguje na syreny.
– Obecnie syrena jest po prostu tłem naszego życia. Oczywiście, trzeba ich używać do ostrzegania, ale nie orientować się tylko na nie. Ludzie patrzą też w telefony, dlatego ważne są czaty. Rząd nie będzie jednak powiadamiał o dronach, które wlatują do mojego regionu. To leży w gestii miejscowych sił obronnych i samorządu. Różne regiony mają różne zagrożenia i powinny mieć własne sposoby powiadamiania – radził.
Schronienie, woda, energia. Już dziś trzeba myśleć o samowystarczalności
Kolejnym wyzwaniem, na jakie zwracali uwagę uczestnicy konferencji na WUM, jest niezwłoczne zapewnienie mieszkańcom bezpiecznego miejsca schronienia oraz podstawowych zasobów. Pojawiały się różne oceny stanu przygotowania polskich samorządów i dostępnego finansowania na zapewnienie schronów.
Adam Krzysztoń zwracał uwagę na niewystarczającą liczbę dobrze przygotowanych miejsc ukrycia. Jak zauważył, w wielu szkołach, szpitalach i innych obiektach użyteczności publicznej brakuje odpowiednich piwnic, które mogłyby zapewnić bezpieczeństwo dzieciom, pacjentom i pozostałym mieszkańcom. Kwestionował też przydatność wybranych miejsc schronienia wskazywanych w aplikacji „Gdzie się ukryć?”.
Z kolei Marcin Mikos przypomniał, że za tworzenie takich miejsc odpowiadają samorządy we współpracy z rządem.
– Są na to środki, zarówno rządowe, jak i specjalny Fundusz Chrobry S.A. Aktualnie trwają do niego nabory na budynki dual use, które pozwalają na sfinansowanie przez samorządy lub przedsiębiorców obiektów schronienia. Dodatkowo, przy pewnej kubaturze obiektów, prawo nakłada obowiązek tworzenia miejsc schronienia – wymieniał.
O skali finansowania mówił wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski. Przedstawił dane, według których 90 proc. środków przeznaczanych na programy ochrony ludności i obrony cywilnej trafia do samorządów. Na Mazowszu w ciągu roku przekazano ponad miliard złotych m.in. na budowę i modernizację obiektów zbiorowej ochrony, ekspertyzy, projekty budowlane oraz doposażenie magazynów w niezbędny sprzęt.
Podczas konferencji pojawiły się pytania, czy warto inwestować w budowę schronów tak duże środki. Ukraińska perspektywa pokazuje, że miejsca ukrycia nie są wykorzystywane tylko doraźnie w czasie alarmu. W realiach długotrwałego zagrożenia, do podziemi można przenieść szkoły, szpitale czy urzędy. Ich budowa była kosztownym i długim, ze względu na biurokrację, procesem. Goście z Ukrainy przekonywali jednak, że szczególnie w rejonach przyfrontowych, takich jak Chersoń, bez schronów nie dałoby się funkcjonować. W czasie pokoju można je będzie przystosować do innych celów. Najważniejsze, aby te miejsca ukrycia były autonomiczne: z kanalizacją czy systemami elektrycznymi.
Tym, o czym już dziś powinni myśleć polscy samorządowcy, są nie tylko miejsca schronienia, ale też zabezpieczenie dostępu do wody, energii, paliwa i zapasów. Doświadczenia Ukrainy skłoniły Grzegorza Pietruczuka do wdrożenia projektu reaktywacji studni oligoceńskich na warszawskich Bielanach. Dwie są już gotowe, dwie kolejne są w opracowaniu, a siedem znajduje się w planach. Celem jest zapewnienie każdemu osiedlu dostępu do wody przez co najmniej 48 godzin bez energii elektrycznej.
Choć samorządowcy zdają sobie sprawę z tego, jak w obliczu kryzysu ważna jest samowystarczalność, spotykają się z barierami proceduralnymi. Grzegorz Pietruczuk zwracał uwagę, że np. wydanie środków na wyposażenie wymaga przeprowadzenia zamówień publicznych, co może trwać miesiącami. Apelował o uproszenie procedur zakupów podstawowego sprzętu niezbędnego w sytuacji zagrożenia. – My nie kupujemy doposażenia na basen, tylko rzeczy, które są niezbędne na kryzys: generatory, apteczki szpitalne, łóżka, kołdry – wyliczał.
Zabezpieczenie procesów IT i budowa alternatywnej łączności. Praktyczna odporność zamiast „biblioteki dokumentów”.
Działanie lokalnej administracji w dużej mierze opiera się na technologiach cyfrowych. Krzysztof Gawkowski, wicepremier, minister cyfryzacji podkreślał, że Polska jest pod tym względem europejskim liderem. Obecnie 4 tys. urzędów jest podłączonych pod wspólne systemy zarządzania dokumentacją. Zwracał uwagę na konieczność wzmacniania zabezpieczeń procesów cyfrowych w obliczu ryzyka awarii albo incydentu cybernetycznego. Atak na infrastrukturę IT samorządów bezpośrednio uderza w kluczowe dla funkcjonowania lokalnej społeczności usługi. Wicepremier mówił, że nie jest to ryzyko jutra – Rosja już prowadzi z Polską wojnę hybrydową i infrastruktura samorządowa jest atakowana nieustannie.
Wymusza to konieczność powiązania mapy usług krytycznych z planami ciągłości działania. – To da nam jakąś perspektywę tego, jakich inwestycji naprawdę potrzebujemy, czy to jest budowanie własnych rozwiązań disaster recovery dla tych systemów czy alternatywnych systemów zasilania, czy alternatywnych kanałów komunikacji – mówił Jacek Siemiończyk.
Podkreślał, że ważne jest sprawdzanie zabezpieczeń w praktyce, aby przekonać się, czy przygotowane rozwiązania rzeczywiście działają i jakich inwestycji potrzeba. – Często na różnych szczeblach administracji mamy gotowe polityki i procedury. To są dokumenty na półce. Dopiero testowanie w trybie ciągłym może pokazać, czy my naprawdę mamy odporność czy tylko bibliotekę dokumentów – wskazał.
Podczas pierwszych działań wojennych na Ukrainie celem stały się infrastruktura telekomunikacyjna i systemy łączności. Jerzy Jurczyński, koordynator projektów specjalnych PolandHelps i honorowy ambasador Charkowa w Polsce, przypominał, że początek konfliktu boleśnie obnażył brak odpowiednich rozwiązań komunikacyjnych. W Charkowie łączność służb ratunkowych opierała się na pozyskanych naprędce analogowych krótkofalówkach.
– Budujcie szyfrowane lokalne sieci komunikacyjne, żeby wszystkie służby wojskowe, ratownicze, obrony cywilnej, samorządowe, mogły się komunikować – przestrzegał. Gdy upadną podstawowe systemy, bez alternatywnego kanału łączności nie można będzie skoordynować pomocy.
Zaufanie i autorytet w walce z dezinformacją i chaosem
Ukraińscy prelegenci zwracali uwagę, że kryzys może zostać wykorzystany do wzbudzania chaosu, siania paniki, osłabiania zaufania do lokalnych władz i instytucji oraz wywoływania konfliktów społecznych. To wszystko burzy jedność wspólnoty lokalnej. Samorządy powinny więc zwrócić uwagę na przeciwdziałanie dezinformacji.
Viktor Kovalenko naczelnik Złoczowskiej Osiedlowej Administracji Wojskowej w Rejonie Bogoduchowskim podzielił się tym, w jaki sposób na jego terenie udało się wykorzystać kapitał społeczny w walce z rosyjską propagandą. Wyjaśnił, że Bogoduchów przez długi czas unikał ostrzałów, ale atak był obliczony na wywołanie powszechnej paniki. W położonym stosunkowo niedaleko (ok. 100 km w linii prostej) rosyjskim Biełgorodzie funkcjonował wyspecjalizowany departament, którego zadaniem było podburzanie ludności przeciwko władzom oraz Siłom Zbrojnym Ukrainy. Lokalną społeczność nieustannie atakowało 260 botów rozsiewających fałszywe informacje. W odpowiedzi na to zagrożenie zaangażowano lokalnych studentów. Ich zadaniem było blokowanie kanałów szerzenia wrogich przekazów oraz neutralizowanie aktywności osób zarządzających setkami kont na Facebooku.
Na znaczenie wolontariuszy jako wsparcia dla samorządu zwracał uwagę też Grzegorz Pietruczuk. Przypomniał, że po wybuchu pełnoskalowej inwazji w Ukrainie, w Polsce w działania na rzecz uchodźców samorząd korzystał z sieci osób bezinteresownie gotowych do udzielenia wsparcia.
Po latach rosyjskiej propagandy nastawienie do przybyszów z Ukrainy jest w polskim społeczeństwie coraz gorsze. Skutkiem dezinformacji może być problem z zaangażowaniem wolontariuszy w przypadku kolejnego kryzysu. A tym, jak przestrzegali ukraińscy samorządowcy, może być napływ uchodźców z krajów bałtyckich do Polski w przypadku wybuchu konfliktu w ich ojczyznach.
Paweł Kowal, pełnomocnik rządu ds. odbudowy Ukrainy także zwracał uwagę na to, jak ważna jest świadomość społeczna. Jego zdaniem, każdy człowiek, który poświęca trochę więcej niż przeciętnie czasu na sprawy społeczne – nauczyciel, inteligent – powinien być przygotowany do tego, żeby uspokoić sąsiadów, dać im poczucie bezpieczeństwa, zanim wkroczą działania samorządu. W kryzysie ważne jest zaufanie do osób, które będą potrafiły wskazać ludziom w swoim otoczeniu, gdzie szukać pomocy, jak się zachować i którym komunikatom wierzyć.
Rola liderów. „Dopóki jest mundur, dopóki jest lider, tak długo jest państwo”
O odpowiedzialności jednostki, poczuciu służby i patriotyzmie mówił także Jerzy Jurczyński. Obrona cywilna i zapewnienie społeczeństwu bezpieczeństwa nie mogą być traktowane jak praca, zadania urzędowe czy obowiązek wynikający z politycznej kadencji. Podkreślał, że praca samorządowca powinna przede wszystkim opierać się na służbie i patriotyzmie.
Podobnym wnioskiem podzielił się Jan Grabiec, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. – Samorząd jest fundamentem polskiego państwa i z całą pewnością fundamentem działań kryzysowych. Nie chodzi tutaj o struktury, instytucje, urzędy, ale o gotowość mentalną, psychiczną, zdolności przywódcze, menadżerskie tych, którzy w samorządzie zarządzają – mówił.
Przytoczył sytuację powodzi. W regionach, w których lokalne władze reagowały natychmiast: organizowały pomoc i potrafiły zmobilizować ludzi, mieszkańcy w ciągu kilku godzin otrzymywali wsparcie. Pokazuje to, że odporność samorządu w dużej mierze spoczywa na barkach osób, które tymi strukturami kierują. W kryzysie liderzy muszą podejmować trudne decyzje, koordynować działania i swoją pozycję budować na zaufaniu.
– W Ukrainie złamano ludzi albo sami się złamali. Wszyscy liczą właśnie na samorządowców i na tych, którzy noszą mundur. Dopóki jest mundur, dopóki jest lider, tak długo jest państwo, jest autorytet tego państwa i nie wkrada się anarchia, chaos, panika, strach i śmierć – mówił Jerzy Jurczyński.
To Polska powinna uczyć się od Ukrainy, a odporność państwa zaczyna się lokalnie
Jednym z ważnych wniosków konferencji była potrzeba zmiany podejścia do współpracy z Ukrainą. Jerzy Jurczyński zwracał uwagę, że należy odejść od myślenia o wymianie doświadczeń jako o przekazywaniu Ukraińcom wiedzy przez polskich ekspertów. Jego zdaniem to Polska powinna w większym stopniu korzystać z doświadczeń Ukrainy, zdobywanych w warunkach wojny i okupionych śmiercią oraz ogromnym cierpieniem.
Jak ocenił, istotnym elementem takiej współpracy powinny być wyjazdy polskich ratowników, samorządowców i osób odpowiedzialnych za obronę cywilną na Ukrainę, aby w praktyce mogli się oni przekonać, jak funkcjonuje samorząd w sytuacji wojennej, szczególnie zimą.
– Kiedyś my szkoliliśmy ludzi z Ukrainy, jak zbudować samorząd. A dzisiaj okazuje się, że to my mamy się czego od nich uczyć. Samorządowcy z każdej gminy powinni zostać zobligowani do tego, żeby wyjechać na Ukrainę i przeżyć emocjonalnie tę sytuację – wtórował mu Stanisław Jastrzębski.
Jak zaznaczała Anna Brzezińska, wojna w Ukrainie zmieniła nasze myślenie o bezpieczeństwie, pokazując, że zdolności adaptacyjne państwa buduje się już na poziomie samorządu. – Odporność zaczyna się lokalnie: w gminie, w mieście, w powiecie, w województwie. Zaczyna się w szpitalu, który musi działać w sytuacji kryzysowej, w stacji pogotowia, która musi zachować zdolność niesienia pomocy, w sprawnym transporcie, w zabezpieczonych dostawach wody, energii i żywności, w systemie łączności i ostrzegania, przygotowanej szkole, instytucji publicznej czy jednostce pomocy społecznej. Ale przede wszystkim zaczyna się wśród ludzi, którzy wiedzą, jak się zachować w sytuacji zagrożenia – podsumowała.
Uczestnicy konferencji zapowiedzieli dalsze kontakty. Ukraińscy samorządowcy wyrazili gotowość do podzielenia się gotowymi rozwiązaniami i przyjęciem delegacji polskich samorządowców na miejscu.
W konferencji wzięło udział ok. 700 osób: przedstawicieli samorządów, służb i lokalnych instytucji. Organizatorami wydarzenia były Instytut Ochrony Zdrowia, Warszawski Uniwersytet Medyczny oraz Związek Powiatów Polskich.
Izabela Rzepecka












